Pod koniec maja wybrałyśmy się z Nuką na szybką weekendową wycieczkę do Krakowa. Choć słowo "szybka" częściowo jest niezgodne z prawdą, bo nazwanie siedmiogodzinnej podróży pociągiem czymś szybkim byłoby kłamstwem i to ogromnym. Ale w kwestii samego czasu spędzonego w Krakowie to fakt — była to bardzo szybka wycieczka, bo byłyśmy tam niecałe dwa dni.
Podróż pociągiem numer 1.
Siedem godzin jazdy pociągiem nawet dla mnie brzmi dość męcząco, a co dopiero dla psa? Mimo małych obaw co do tego, jak Nuka zniesie tak długą podróż, ani razu przez myśl mi nie przeszło, żeby zrezygnować czy szukać opcji przejazdu z przesiadkami, żeby mieć czas na spacer. I na dobre mi to wyszło. Na trasie Olsztyn-Kraków po wejściu do pociągu Nuka była nieco zdezorientowana, ale tak jak ja, bo miałyśmy mieć miejsce w czwórce przy stoliku, jednak przez zmianę składu pociągu przypadło nam zwykłe miejsce. Początkowo miał ktoś się do nas dosiąść, jednak państwo byli bardzo mili i z racji wolnych miejsc za nami uznali, że póki nikogo nie ma to oni sobie tam usiądą. Bardzo nam to ułatwiło podróż, bo Nuka mogła się swobodnie rozłożyć w nogach, przewracać z jednego boku na drugi i elegancko spać przez calutką podróż. Serio, sama mnie tym zaskoczyła. Dosłownie w momencie ruszenia pociągu ze stacji w Olsztynie, Nuka opadła na podłogę i do stacji w Krakowie nie podniosła się wcale. Ponad 7 godzin drogi. No dobra, zdarzyło jej się unieść głowę, ale trwało to za każdym razem kilka sekund i zaraz znowu wracała spać. Nie zdenerwował jej nawet mały pies przechodzący przy jej głowie czy też później krzyczący na cały wagon. Na przechodzących korytarzem ludzi nawet nie zwracała uwagi.
![]() |
| Olsztyn - Kraków |
Kraków przywitał nas strasznym tłumem na dworcu. Manewrowanie z bagażem i dużym psem nie było wygodne, mimo to poszło nam sprawnie i w miarę szybko przeszłyśmy do tunelu tramwajowego skąd ruszyłyśmy w stronę naszego hotelu. W tramwaju również było dość tłoczno i przede wszystkim bardzo głośno podczas jazdy. Nawet hałas warszawskiego metra nie był tak męczący, jak krakowskie tramwaje. Nuka siedziała grzecznie, czasem tylko reagując na głośne stukanie. Niestety — z nie do końca znanego mi powodu — dosłownie przystanek przed naszym docelowym postanowiła zwymiotować żółcią. Wykluczam powód jakim mógłby być głód, bo z samego rana dostała jedną trzecią swojego śniadania, a poza tym przecież ona potrafi nie jeść czasem cały dzień i nic jej nie jest, więc być może było to na tle stresowym. Po tym jak wysiadłyśmy Nuka zachowywała się, jak gdyby nigdy nic.
Hotel przywitał nas pokojem na 3 piętrze, więc niestety trzeba było kilka razy dziennie chodzić po schodach, co nie do końca było dla Nuki komfortowe, ale jest jak jest. Nuczka czuła się jak u siebie, szybko się zaaklimatyzowała, znalazła swój ulubiony kąt w pokoju i tam najczęściej spała. Oczywiście gdy tylko mogła pchała mi się na łóżko, bo na co dzień w domu nie ma takiej wolności.
Dzień pierwszy zakończyłyśmy wypadem na Bagry, które były dość blisko hotelu. Piątkowy wieczór był bardzo ciepły i słoneczny, więc było tam bardzo dużo ludzi i psów, ale Nuczka zachowywała się bardzo ładnie. Szła na flexi, żeby miała więcej swobody po całym dniu bycia ograniczonym owczarem i wcale nie żałowałam tego wyboru (a powiem wam szczerze, że czasem żałuję). Fajnie się słuchała, nie wywaliła się na żadnego psa jakoś bardzo niemiło, robiła ładne mijanki, kiedy trzeba było nawet spokojnie poleżała na trawie. Do wody oczywiście również weszła. Miała zakaz, ale tak jej się chciało pić, że pozwoliłam jej podejść do brzegu. A że ona pije wodę całą sobą to zamoczyła się do brzucha (na całościową kąpiel nie było szans, jeśli miała wyschnąć przed wejściem do hotelu).
Drugi dzień rozpoczęłyśmy wcześnie rano i od razu ruszyłyśmy na luźny spacer po Bagrach. Było pochmurnie, trochę deszczowo, więc zakładałam, że będzie tam mało ludzi i się nie pomyliłam. Spacer był przyjemny, nawet zrobiłyśmy krótki trening posłuszeństwa, który wyszedł bardzo fajnie.
Po powrocie do hotelu i krótkim odpoczynku ruszyłyśmy w kierunku starego miasta, wcześniej zahaczając o szybkie śniadanie, podczas którego Nuczka grzecznie leżała przy stoliku. Tak naprawdę nie miałyśmy planu gdzieś konkretnie iść. Raczej wszystko odbywało się na zasadzie: pokręcimy się w kółko, może coś zjemy w jakiejś knajpce, posiedzimy w parku przy starówce i jakoś tak ten czas minie. Dodatkowo zaczęło padać i po czasie uważam, że to nawet lepiej niż gdyby miało świecić cały dzień pełne słońce, choć wtedy nie byłyśmy zachwycone (brak jakiegokolwiek parasola czy kurtki przeciwdeszczowej, bo bagaż musi być jak najmniejszy, a prognozy przecież zapowiadały słoneczko).
Na starówkę dojechałyśmy tramwajem. Ludzi było okropnie dużo nawet jak na tak brzydką pogodę, ale nie było to dla Nuki żadnym problemem. Dzielnie dreptała przez miasto, nawet kilka razy zapozowała spokojnie do zdjęcia i została na odległość (gdy ja odeszłam kilka metrów, żeby zrobić jej fotkę). Na moment weszłyśmy do sukiennic, gdzie już człowiek niemal stał na człowieku. Widziałam lekkie zdezorientowanie u Nuki, ale po chwili przyzwyczaiła się do nowej sytuacji i znowu bez żadnego problemu szła przy nodze. Zahaczyłyśmy również o empik, gdzie owczar zachowywał się w porządku i został wychwalony przez panią tam pracującą i kilku klientów. Prędzej bym się spodziewała jakichś nieprzychylnych komentarzy związanych z obecnością dużego, przemokniętego psa w sklepie, a tu takie miłe zaskoczenie.
Następnie, kiedy deszcz przestał aż tak mocno padać, wybrałyśmy się do pobliskiego parku, żeby chwilę odsapnąć od zgiełku tłumu i hałasów. Widać było, że Nuka potrzebowała takiego swobodnego posiedzenia i powęszenia, dzięki czemu się odstresowała i mogłyśmy wrócić do dalszego zwiedzania.
Na Wawel nas nie wpuścili z psem, więc obeszłyśmy zamek na około, a tuż przy Wiśle trafiłyśmy na jakiś festyn związany z jedzeniem. Mimo kiepskiej pogody i dopiero co zaczynającej się imprezy było tam już sporo ludzi. Niestety my nie spędziłyśmy tam dużo czasu, bo ciągle padało, a nie było tam żadnego suchego miejsca do posiedzenia, więc ruszyłyśmy dalej — a dokładnie wróciłyśmy na starówkę pozwiedzać miejsca, które ominęłyśmy, zjadłyśmy lody i skierowałyśmy się w głąb miasta w poszukiwaniu jakiejś pizzerii czy innego miejsca, w którym zjemy obiad.
![]() |
| Btw. na tego kota najpierw się najeżyła i podeszła do niego taka nabuzowana, a gdy zobaczyła, że to posąg to odeszła jak gdyby nigdy nic |
Kolejny dzień zaczęłyśmy od długiego spaceru na Bagrach. Jak na ładny niedzielny poranek było tam o wiele więcej ludzi niż ostatnio. Dodatkowo mężczyzna z owczarkiem niemieckim widząc nas zaczął za nami iść i domagać się interakcji, mimo że gdy ja go zobaczyłam z daleka od razu zmieniłam kierunek spaceru, co widział (Nuka często robi nieuzasadnioną aferę widząc psa samca dużej wielkości, a ja nie miałam ochoty na konfrontację, a mimo to konfrontacja nastąpiła). No ale czasem bywa i tak. Zrobiłyśmy kilka kilometrów, dodatkowo krótki trening posłuszeństwa, żeby umęczyć owczarową głowę i wróciłyśmy do hotelu się pakować.
Podróż pociągiem numer 2.Tym razem nasze miejsca znajdowały się w czwórce, więc Nuka musiała się pogodzić z obecnością nogi od stolika na środku i naszych nóg, ale nie była z tego powodu jakoś bardzo niezadowolona. Ja jednak wiem, że następnym razem raczej znowu wybierzemy zwykłe miejsce. Większość drogi przespała. Był moment, że przez kilka minut siedziała, ale to tylko dlatego, że kobieta obok otworzyła paczkę pistacji, a taka paczka wyglądem i dźwiękiem przypomina paczkę ulubionych smakołyków Nuki, więc nic dziwnego, że się przebudziła. Osiem godzin minęło niczym osiem godzin, a Olsztyn przywitał nas deszczem.
A skoro Nuka przetrwała tak długą podróż pociągiem to teraz wiem, że bez problemu możemy podróżować po całej Polsce i odkrywać nowe miasta! :)
![]() |
| Kraków - Olsztyn |














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za przeczytanie posta! Jeśli tekst Ci się spodobał, masz do niego jakieś uwagi lub po prostu chciałbyś o coś zapytać — skomentuj!