Z pracą z psem jest tak, że jest ogrom wzlotów i upadków. Pies ma lepsze i gorsze dni, ty masz lepsze i gorsze dni i albo mimo przeciwności ciśnie się dalej, albo robi się przerwę i wraca po chwili, po kilku dniach czy tygodniach. W moim przypadku do niedawna było to drugie "albo". To lato miało być dla nas pod względem posłuszeństwa sportowego bardziej przełomowe, jednak źle wymierzyłam siły na zamiary i praca na poranną zmianę 4-12 (czasem 3-11) okazała się być bardzo mi nie na rękę w połączeniu z chęcią codziennego trenowania z Nuką. Po pracy nawet jeśli były chęci to temperatura praktycznie w ogóle nie pozwalała nam na trenowanie na zewnątrz (i w sumie w domu także, bo w środku nie było wcale chłodniej), a gdy późnym wieczorem już się ochładzało i nawet by można było poćwiczyć, to godzina była na tyle późna, że musiałam zbierać się do spania przed kolejnym dniem pracy. Tak więc dwa miesiące minęły nam tak sobie. A przecież egzamin BH sam się nie zda, a problemy codziennego życia jakie mamy również same się nie rozwiążą, więc mając już wolne — trzeba w końcu zacząć działać!
Może zacznę od tego, co rzadko zauważam, a mianowicie małe poprawy w zachowaniu Nuki. Myślę, że nie tylko ja mam problem z docenianiem tych małych pozytywnych zmian, a przecież od tego wszystko się zaczyna.
Przede wszystkim w końcu Nuka potrafi zostać sama w zamkniętym pokoju i nie robi w związku z tym afery. Często wieczorami lub nocą wychodzę z pokoju i zamykam go z Nuką w środku, bo po prostu nie chcę, aby biegała niepotrzebnie po schodach, a ona zazwyczaj nawet nie zwraca uwagi na to, że sobie idę. Kiedyś to było nie do pomyślenia i zawsze kończyło się skakaniem po drzwiach i szczekaniem. Ostatnio testowo nawet zostawiam ją w ciągu dnia na chwilę i do tej pory za każdym razem była grzeczna i oby tak zostało. To jest rzecz, której nie ćwiczyłyśmy jakoś specjalnie, a Nuka "nauczyła się" jej sama i jestem bardzo zadowolona z tego. Wygląda jakby w końcu dorosła do zostawania samemu.
Kolejną kwestią jest większa samokontrola i potrafienie olewania psów na spacerach. Nie zawsze, nie na każdym wyjściu, ale widzę, jak ona się stara panować nad sobą. Moje komendy już nie wlatują jej jednym uchem i wylatują drugim, a zatrzymują się na chwilę w tym jej móżdżku i powodują, że owczar trochę myśli. I to jest jedna rzecz, która fest mnie cieszy, ale jest też jednocześnie bardzo denerwująca. Bo na jednym spacerze miniemy kilka psów, Nuka ma ładny kontakt ze mną i nawet nie ruszy w ich kierunku albo wyskoczy, ale zaraz się opanuje, a za dwa dni naszczeka na wszystkie napotkane psy. I wtedy się zastanawiam, co poszło nie tak skoro niby wszystko jest tak samo, jak tamtego dnia. Potem przez kilka spacerów znowu jest dobrze, a później wraca owczar wieśniak. I dlatego z jednej strony widzę postępy, które mnie cieszą, a z drugiej czuję, jakbyśmy stały w miejscu (choć nie stoimy). Ale działamy dalej w tym temacie na każdym spacerze i jeszcze będzie biegać luzem po wsi bez zaczepiania innych psów — nie teraz, nie za miesiąc, ale nadejdzie taki moment, że ziści się moje egoistyczne marzenie o pełnej wolności dla owczara.
Powiedzmy sobie szeczerze: nic nie wyjdzie jeśli nie ma odpowiedniej relacji z psem. Znaczy, może wyjdzie, ale na chwilę, a nie na całe życie. A niestety nie ma co ukrywać my z Nuką nie mamy super relacji i choć widać między nami więź to do pracy sportowej uważam, że to co mamy to niewiele i powinnam podziałać nad jej poprawą. A jak najlepiej budować relację i więź z psem? Zabawą, pozytywnymi emocjami i stabilnością we wspólnym życiu.
Na ogół ja najbardziej lubię spędzać z Nuką czas spacerując, więc ta zabawa choć jest, to jest jej mało. Kiedy była szczeniakiem zdecydowanie bardziej zwracałam na nią uwagę. Obecnie szarpaki czy piłki służą nam głównie jako nagroda w treningu, a nie do zwykłej zabawy w przeciąganie czy aport. A przecież zabawa z psem to bardzo prosta rzecz, dająca zaskakująco dużo pozytywów, a mimo to wielu właściciele psów (w tym ja) to zaniedbuje. Dlatego teraz do naszego codziennego harmonogramu aktywności wprowadzam trochę więcej zwykłej zabawy. Powinno nam to fajnie podbudować pewność siebie oraz sprawić, że pies będzie chętniejszy do interakcji ze mną w treningu, bo będzie czerpał więcej przyjemności ze wspólnej pracy, wiedząc, jak fajnie może razem być. Jednak jeśli wcześniej w ciągu dnia nie znajdę paru chwil na przeciąganie się szarpakiem, a wieczorem wleci domowy trening wspomagający do obrony sportowej to i tak uznam to za element zabawy.
Kolejną kwestią są wspominane wyżej treningi wspomagające do obrony sportowej. My do pozoranta na obronę jeździmy bardzo rzadko, bo średnio raz na dwa miesiące, ale Nukę to kręci, więc przy okazji szkoleń z posłuszeństwa zazwyczaj jedno wejście przeznaczone na obronę. Już kiedyś robiłam takie treningi na własną rękę, ale na cienkim szarpaku z juty Nuka nie mogła robić poprawnego chwytu, więc ostatecznie zrezygnowałam z nich do czasu aż kupię poduszkę do gryzienia. I ten czas nadszedł teraz. Znalazła się kasa i zamiast wydać ją na kolejne smaczki, którymi Nuka wzgardzi, zdecydowałam się kupić poduszkę oraz szarpak na tyle szerokie, że Nuczka może fajnie je łapać. Nie będzie ich jakoś strasznie dużo, ale jak z dwa lub trzy razy w tygodniu poświęcimy na to 10 minut to myślę, że nie dość, że Nukę to fajnie zmęczy to właśnie popracujemy nad chwytem i oszczekiwaniem.
Poza tym oczywiście ciśniemy ten schemat i w ogóle posłuszeństwo pod BH (i nie tylko). Nadal małymi fragmentami, choć zdarzyło się z dwa czy trzy razy polecieć całość ciągiem, ale nadal z użyciem pochwał słownych, czy lekkich korekt smyczą. I osobiście za każdym razem byłam z tego zadowolona, ale wciąż wiem, że to jeszcze nie etap egzaminowy. Wrzesień poświęcić chcę na treningi stricte poza domem i działką. To znaczy, zamierzam po prostu w trakcie spaceru zatrzymywać się na boisku na osiedlu, w parku, na parkingu itd. i tam przez dosłownie 10 minut robić z Nuką elementy posłuszeństwa. W różnych miejscach i w różnych rozproszeniach. Dodatkowo trochę zmieniam zasady i choć trening zawsze zaczynał się i nadal zaczyna słowami "zaczynami trening" to aktualnie nie pokazuję Nuce ani żarcia, ani zabawki. Czekam, aż się na mnie skupi, a następnie robimy np. kilka kroków z "równaj" i dopiero wtedy z kieszeni wyciągam szarpak. Liczę, że to sprawi, że Nuka będzie bardziej zainteresowana interakcją ze mną w rozproszeniu, bo mimo braku widocznej nagrody będzie miała w głowie zakodowane, że i tak się ona pojawi, ale nie będzie miała pojęcia co tą nagrodą będzie (szarpak, piłka, smakołyki).
Dziennik treningowy, który przez te kilka wiosenno-letnich miesięcy leżał zakurzony na półce z książkami od jakiegoś czasu znowu jest w użytku i tak pięknie udało mi się rozplanować w nim końcówkę sierpnia oraz wrzesień, że aż po prostu tylko czekam, żeby coś w nim zanotować, a to prowadzi do ogromnej chęci robienia czegoś z Nuką. Serio — notowanie postępów, regresów, śledzenie ilości i częstotliwości konkretnych aktywności z psem, podkreślanie najważniejszych elementów jest bardzo motywujące do działania. Nawet jeśli nie przeczytam tego ponownie to samo opisanie treningu sprawia, że układam sobie w głowie co nam wyszło tego dnia, a co trzeba poprawić i w jaki sposób to zrobić. Poza tym dużo nagrywam sobie treningów i analizuję potem interesujące mnie elementy. Dzięki temu np. widzę, że choć z mojej perspektywy Nuka szła dobrze przy nodze, to od boku widać jednak było, że idzie lekko z tyłu. A jeśli coś wyjdzie super i wstawię urywek na sociale, a potem oglądam go w kółko zanim relacja nie zniknie, to czuję kolejnego kopa do dalszej pracy.
Na początku sierpnia jeszcze dużo narzekałam na Nukę. W myślach, co prawda, byłam poniekąd świadoma jakichś tam postępów i tego, że fajny z niej pies, ale... Na głos więcej narzekałam na nią, podkreślałam tylko te negatywne zachowania niż cieszyłam się progresu jaki robimy. A przecież nie o to chodzi. I gdy zastanawiałam się skąd mi się to wzięło, to (choć trudno to przyznać oficjalnie) sprawcą okazało się oglądanie tych wszystkich świetnych psów w social mediach i owczarków niemieckich, które są tak zmotywowane i tak zaangażowane we współpracę z człowiekiem. Wiecie, widok małego szczeniaka, który za żarcie zrobi wszystko i robi ładne chodzenie przy nodze albo ma szybkie zwroty sprawiał, że zaczęłam się obwiniać, że za mało trenowałam z Nuką, gdy ona była szczeniakiem. I przez głowę przelatywała mi co jakiś czas myśl, że teraz to już ma tak utarte schematy zachowań, że nie ma szans tego wypracować. Ale to było błędne myślenie i teraz, kiedy jestem tego świadoma, moje podejście się zmieniło. Dlatego zamiast narzekać, że coś jest nie tak po prostu działam i cieszę się z mojego wymarzonego owczarka.




























