maja 11, 2026

Recenzja akcesoriów spacerowych od Esmefordog

Recenzja akcesoriów spacerowych od Esmefordog
Na początku 2026 roku po raz kolejny zostałam zaproszona z moim psem, aby nawiązać współpracę z psią firmą produkującą akcesoria spacerowe — Esmefordog. Wcześniej, kilka lat temu, z moją Milką, a tym razem z Nuką. Współpraca jest na zasadzie barteru (produkt za zdjęcia psa w produkcie), więc recenzja ta nie jest w żaden sposób sponsorowana. Po prostu z racji, że lubię pisać to postanowiłam podzielić się moją szczerą opinią na temat tych akcesoriów. Zapraszam do czytania!
Akcesoria spacerowe.
Produkty jakie otrzymałyśmy to obroża na klamrę o szerokości 3,5 cm, szelki guard o szerokości 3,5 cm oraz 2-metrowa smycz tradycyjna o szerokości 2 cm. Wzór to Orange tiger — niebiesko-pomarańczowy, zimowo-jesienny motyw z motylkowymi wstawkami. Na początku wydawało mi się, że nie będzie pasował do Nuki, jednak po kilku spacerach przekonałam się do niego i uważam, że niebieski to jej drugi najbardziej pasujący kolor.

Z akcesoriów tych korzystamy już ponad 3 miesiące. Jak się sprawdzają?
Jak akcesoria się u nas sprawdzają?
Z racji, że miałam już doświadczenie z akcesoriami tej firmy kilka lat temu, a Nuka jako szczeniaczek przez moment również nosiła obrożę od nich (szybko z niej wyrosła) to zakładałam, że i tym razem jakość wykonania otrzymanych produktów i ich wytrzymałość będą na najwyższym poziomie. Oczywiście gdzieś tam w głowie pojawiała się myśl, że karabińczyk puści przy mocniejszym szarpnięciu ze względu na to, że wybrałam cieńszą smycz, w której karabińczyk być może nie jest dostosowany do silnego psa ważącego ponad 30 kilogramów. Dlatego też najpierw poczyniłam ładne zimowe zdjęcia, a dopiero potem zaczęłam zakładać Nuce te akcesoria na zwykłe spacery.
Na co dzień używamy obroży, więc to ona do tej pory najwięcej przeżyła. Ma bardzo fajny regulator długości, który nawet przy silniejszych szarpnięciach czy podczas ciągnięcia nie luzuje obroży. Nuka poza domem nosi obrożę ciasno i dlatego bardzo sobie cenie to, że w przypadku tego produktu nie muszę martwić się, że poluzuje mi się, zjedzie niżej na szyi i w trakcie spaceru czy treningu będę musiała ją na nowo regulować. Klamra mimo że jest plastikowa wygląda na solidną i wytrzymałą. Kółko, do którego podpina się smycz jest duże, dzięki czemu właśnie przypinanie czy odpinanie linki jest wygodne i sprawne. Przy nim znajduje się mały plastikowy element, który służy jako miejsce do zawieszenia adresówki i to bardzo mi się podoba! Od jakiegoś czasu mamy tam przypięty medalik i nie ukrywam — jest to dużo wygodniejsze i praktyczniejsze niż, gdyby był zawieszony przy metalowym kółku (mamy tak zrobione w innej obroży). Karabińczyk nie koliduje z metalowym kółkiem z adresówki, w związku z tym nie hałasuje i nie plącze się, gdy trzeba przypiąć smycz. Bardzo fajne rozwiązanie.
Kolejno przejdę do szelek. My nie jesteśmy szelkowe, ale jeśli już to korzystamy z nich intensywnie. Nuka ma pełne przyzwolenie do ciągnięcia będąc w szelkach, ponieważ hobbystycznie uczęszczamy na treningi obrony sportowej, gdzie pies po prostu ciągnie. Więc jeśli na spacer idzie w szelkach (a czasem się zdarza) to również ma prawo sobie ciągnąć.

Szelki mają regulacje na przedniej obręczy, na tylnej obręczy oraz na dolnym pasku, dzięki czemu można je dokładnie dopasować do psa. Regulatory są tak samo dobre, jak w obroży i nic samo się nie rozluźnia. Jest w nich również małe plastikowe kółeczko na adresówkę!

Ostatnio guardy te przeszły test bojowy, bo ubrałam je Nuce na dwa treningi z obrony sportowej i sprawdziły się świetnie. Pokazało to, że są one bardzo wytrzymałe, ale także że nie przeszkadzają psu w skokach i przy ciągnięciu. Tutaj również smycz wykazała swoją moc, bo uznałam, że jak robimy test to trzeba sprawdzić też wytrzymałość karabińczyka. To że taśma nie puści było widać od razu. Jest gruba, mocno zszyta, więc byłoby dla mnie ogromnym zaskoczeniem, gdyby coś tutaj się popsuło. Z karabińczykami jest tak, że czasem tylko wyglądają na mocne, a wystarczy nagłe szarpnięcie przez psa i pękają. W tym przypadku faktycznie są one solidne. Dziesiątki wyskoków i pociągnięć, a wszystko działa bez zarzutu.
Sama smycz na co dzień służy nam raczej głównie do spacerów po mieście, gdzie Nuka chodzi spokojnie, więc fajnie było sobie ją sprawdzić w innych warunkach. Długość jaką otrzymałyśmy (2 metry) jest dla mnie idealna do miejskich wyjść, wycieczek socjalizacyjnych do galerii handlowych, jazdy komunikacją miejską itp. Jest na tyle krótka, że nie plącze się i wygodnie się ją trzyma w dłoniach, a równocześnie na tyle długa, że pies może swobodnie chodzić kawałek ode mnie i węszyć. Jak widać dobrze sprawdziła się również podczas obrony.

Poza tym akcesoria były już u nas prane ręcznie co najmniej dwa razy i kolory wciąż są bardzo ładne. Brud w postaci błota zmył się bez większych problemów, a my nadal możemy cieszyć się tym samym odcieniem niebieskiego, co na początku.
Podsumowanie.
Jestem bardzo zadowolona z akcesoriów spacerowych od Esmefordog. Nie dość, że posiadają ładne wzory o wyrazistych kolorach to jakość wykonania samych akcesoriów jest fantastyczna. Są wytrzymałe, z dużą możliwością regulacji i dopasowania do psa, a materiał smyczy wygodnie leży w dłoni. Obroża ta jest aktualnie naszą główną obrożą spacerowo-treningową, a smycz używamy niemal zawsze, gdy jedziemy na miasto.

Zdecydowanie polecam :)

maja 07, 2026

Majówka 2026 z Kudłatymi Szkoleniami!

Majówka 2026 z Kudłatymi Szkoleniami!
Tegoroczną majówkę postanowiłam spędzić na mini obozie treningowym z Kudłatymi Szkoleniami. Z racji, że ostatnio trochę utknęłyśmy w miejscu jeśli chodzi o planowanie treningów, a co za tym idzie raczej nie progresujemy za bardzo w temacie posłuszeństwa sportowego — taki wyjazd na trzy dni wydawał mi się dobrą okazją na to, żeby się zresetować i dowiedzieć w jakim kierunku powinnyśmy aktualnie iść.
Obóz odbywał się w Olsztynku. Początkowo miałam razem z Nuką nocować na placu pod namiotem, co też byłoby dla niej nowym i myślę bardzo ciekawym doświadczeniem. Jednak okazało się, że nocne temperatury zapowiadają się strasznie niskie, więc musiałam zrezygnować z tego pomysłu. Na szczęście hodowczyni Nuki znalazła dla nas miejsce w swoim samochodzie i tak każdego ranka wspólnie jechałyśmy z naszymi psami na treningi.

Po przyjeździe na plac zabierałam Nukę z auta i przenosiłam jej klatkę kennelową do chłodniejszych miejsc (pierwszego dnia do garażu, a w kolejne dni do domu, bo temperatura na zewnątrz każdego dnia dochodziła do 26-28॰C, więc w samochodzie mogłoby być dla niej za ciężko). Buba nie jest fanką zostawania w kennelu. W samochodzie w klatce zostanie bez problemu, ale w domu rodzinnym nie ma szans jej aktualnie zamknąć bez afery. Co się okazało — owczar jednak potrafi siedzieć w zamknięciu bez krzyków nawet, gdy obok przechodzą ludzie (po garażu w ciągu całego dnia co jakiś czas kręcili się panowie, a ona się tym w ogóle nie przejmowała). Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale widzę teraz możliwość wprowadzenia na nowo kennela, ale w moim mieszkaniu (raczej już nie domu rodzinnym, ale kto wie), żeby móc ją w końcu bez stresu zostawiać samą.

Każdy dzień planowo miał się składać z wykładu oraz dwóch wejść treningowych dla każdego psa. Do wyboru było posłuszeństwo lub obrona sportowa. Z Nuką skorzystałyśmy i z jednej i z drugiej opcji.
1 maja.
Dzień pierwszy rozpoczął się od świętowania 3 urodzin Kudłatych Szkoleń. Następnie przeszliśmy do wykładu na temat psich potrzeb (jakie są, jak je zaspokoić, konsekwencje ich niezaspokojenia) oraz problemów behawioralnych u psów (skąd się biorą, jak je rozwiązywać). Nie było to dla mnie coś nowego, jednak i tak dobrze się go słuchało. W międzyczasie można było zadawać pytania, z czego uczestnicy bardzo chętnie korzystali.

Po wykładzie przeszliśmy do treningów. Byłyśmy z Nuką, którąś z kolei parą wchodzącą na plac. Było już dość gorąco, ale musiałyśmy to jakoś przetrwać. Nasz trening zawsze rozpoczyna się od komendy zapowiadającej trening, żeby dać Nuce sygnał, że "ej, teraz pracujemy, skup się" i od założenia łańcuszka, który dopełnia tę komendę. Następnie jest chwila zabawy, żeby pobudzić owczara. Po tym krótkim wstępie przeszłyśmy do właściwego treningu. Na tym wejściu Michał pokazał nam przede wszystkim jak musimy trenować zwroty o 180॰, bo to nam bardzo kiepsko wychodzi, a potrzebujemy to umieć do egzaminu. Wcześniej kompletnie nie wiedziałam, jak do tego podejść, mówiłam sobie "jakoś to ogarniemy" i zostawiałam to na później. No i to później nadeszło chyba teraz, więc mając świeżo zdobytą wiedzę, jak się za to zabrać muszę to uwzględnić w naszych majowych samodzielnych treningach. Ogólnie te zwroty, które — żeby wyszło dobrze i pies załapał o co chodzi — trzeba zrobić szybko, ale okazuje się, że nie jest to takie proste jakby mogło się wydawać. I to wcale nie jest problem z psem, bo jeśli ja dobrze do tego podejdę to wiem, że Nuka to ogarnie, ale jest to problem ze mną, moją koordynacją ruchową i ułożeniem sobie w głowie, że pewien schemat muszę wykonywać bez myślenia.

Drugie wejście wieczorem poświęciliśmy obronie sportowej. Na pierwszym treningu widziałam, że Nuka jest bardziej niż zwykle rozkojarzona placem, więc uznałam, że dobrym pomysłem będzie dać jej trochę fajnej zabawy. Bo albo to nic nie zmieni w jej skupieniu, albo kolejnego dnia będzie chętniej wchodziła na trening i lepiej pracowała, mając w głowie to, że na koniec będzie mogła obszczekać pozoranta. Ogólnie nie idziemy w tym kierunku sportowo, ale dla mnie jest to po prostu forma sprawienia psu radości, bo widzę, że bardzo lubi sobie pokrzyczeć i pogryźć poduchy. Więc raz na jakiś czas niech ma coś fajnego.
2 maja.
Dzień drugi zaczęliśmy od wykładu na temat regulaminu BH-VT. Było lekkie opóźnienie, więc kiedy część teoretyczna się zakończyła, temperatura była już na tyle wysoka, że nie było możliwości, żeby pracować z psami na placu w pełnym słońcu. Razem z ekipą pozmienialiśmy, więc plany trenerowi i namówiliśmy go na wyjazd z psami nad jezioro. W moment zapakowaliśmy się do samochodów i pojechaliśmy do lasu, na krótki spacer, który doprowadził nas nad piękne jezioro. Nuka będąc bez smyczy była momentami bardzo zdezorientowana grupą sześciu psów, ale nie wpadła w panikę. Raczej próbowała wpasować się z stado, a kiedy psy ją przytłaczały przychodziła do mnie szukać wsparcia. Zaraz jednak biegła z powrotem do nich.
Oczywiście mój pies brudas zahaczył o pierwsze napotkane bagno i sobie w nim popływał, a potem jak mogła wejść do czystej wody w jeziorze to już nie miała ochoty na kąpiel. Ostatecznie ładnie popływała, jednak unikając raczej reszty stada, która szalała w wodzie. Aż dziwnie było to widzieć, wiedząc jak ona potrafi się zachowywać w obecności pojedynczego psa. Ale myślę, że trochę dało jej do myślenia takie spotkanie z innymi psami, i poprawi nam się nieco reakcja na psy na spacerach. Do auta wracała już na smyczy, żeby się uspokoiła zanim wejdzie do kennela i żeby przypadkiem znowu nie wpakowała się do tego bagna.

W związku z tym spacerem tego dnia każdy miał tylko po jednym wejściu, co też było spoko. Z Nuką robiłyśmy posłuszeństwo: trochę chodzenia przy nodze na szarpak (dzień wcześniej zabawką była piłka) oraz zostawanie i przywołanie typowo pod BH-VT. Michał pokazał mi kolejny sposób na przyspieszenie przybiegania, które znowu nam się spowolniło. I ta metoda faktycznie zaczęła działać już po kilku powtórzeniach, więc będziemy działać z tym dalej.
3 maja.
Ostatniego dnia została zmieniona kolejność zajęć. Najpierw wszystkie psy zrobiły po jednym wejściu na plac, następnie był wykład na temat tego jak przygotować się do egzaminu BH-VT (co trzeba mieć, jak powinny wyglądać treningi przygotowawcze, ile czasu poświęcić itp.) i wieczorem kolejne wejścia.

Tym razem poszłyśmy z Nuka jako pierwsze. Michał wytłumaczył mi, jak dzielić przebieg BH-VT na poszczególne etapy i w których momentach na tych etapach nagradzać psa, żeby lepiej pracował. Nadal mam problem z podawaniem psu nagrody (czy to żarcia, czy zabawki), bo zamiast w pozycji zasadniczej dawać ją od góry, ja daję ją od przodu, przez co pies zamiast z automatu patrzeć w górę, patrzy na przód. To tylko i wyłącznie mój zły nawyk, który muszę szybko zmienić.

Wieczorem, na koniec obozu, zrobiłyśmy z Nuką obronę sportową. Przez te 3 dni otrzymałam na tyle dużo informacji dotyczących posłuszeństwa sportowego, że na ten moment muszę to sobie wszystko poukładać w głowie, rozpisać w dzienniku i zacząć wprowadzać do naszych samodzielnych treningów. Dlatego jako ostatnie wejście tego weekendu zrobiłyśmy coś z większą frajdą dla owczara.

Kiedy już większość ekipy się rozjechała Nuczka miała okazję pobiegać jeszcze przez moment po placu z pomeranianem i boston terrierem i — ku mojemu zaskoczeniu — wcale nie była względem nich nachalna i dopóki boston nie zainicjował gonitwy to ona tylko obserwowała i kręciła się w odległości. Potem jeszcze dołączył do nich duży kundelek Yuki i wtedy faktycznie rozpoczęło się szaleństwo.
Podsumowanie.
To była bardzo przyjemna majówka. Z treningów wyciągnęłam wiele wniosków i zostałam nakierowana na to na czym aktualnie powinnam się skupić, jeśli chcę podchodzić do egzaminu BH-VT pod koniec tego roku. Dziękuję za wszystko i działamy dalej!

kwietnia 05, 2026

Trening sportowy z Georgiosem Chatzakosem!

Trening sportowy z Georgiosem Chatzakosem!
28 marca 2026 r. uczestniczyłyśmy z Nuką w treningu sportowym z Georgiosem Chatzakosem zorganizowanym przez Kudłate Szkolenia. Założenia były takie: pokazać jak ćwiczymy i dostać rady, co do dalszej pracy z psem w kontekście egzaminu BH-VT.

Na treningi do Georgiosa, które odbywają się w okolicach Olsztyna jeżdżę już od prawie roku, ale zawsze jako obserwator i fotograf. Mimo że bez psa to i tak za każdym razem udawało mi się wyciągnąć coś cennego tylko z obserwacji innych przewodników z psami i wprowadzić to do naszych treningów. Jednak kiedyś musiał nadejść ten moment, że na plac wejdę nie z aparatem, a z własnym psem.
Przebiegi.
Razem z Nuką miałyśmy dwa wejścia treningowe, które poświeciłyśmy posłuszeństwu. Najpierw pokazałam Georgiosowi nasz rytuał rozpoczynający każdy trening, a potem chodzenie przy nodze. Oczywiście już na początku poradził mi albo inaczej bawić się z psem piłką (później pokazał również jak), albo całkowicie przejść na nagrodę w postaci jedzenia. Choć uważam, że moja metoda zabawy piłką nie jest najgorsza to jednak on patrząc z innej perspektywy i mając dużo większe doświadczenie najprawdopodobniej widzi więcej sygnałów wysyłanych przez Nukę i może faktycznie piłka jej nie służy. Pozostałą część treningu robiłyśmy więc na karmę.

Skupiliśmy się na chodzeniu przy nodze na kontakcie. Dostałam rady, co robić, gdy Nuka zwalnia albo zaczyna się rozglądać zamiast patrzeć w górę oraz jak poprawnie układać dłoń i samą postawę ciała tak, aby usprawnić detale. Po wdrożeniu ich w nasze samodzielne treningi faktycznie pomogło. Kolejną sprawą, która ma ulepszć nam ładne tuptanie jest mój szybszy chód. Nuka nie lubi chodzić wolno, gubi się i traci zainteresowanie, gdy idziemy wolno. Kiedy przyspieszam automatycznie chętniej patrzy w górę. Jest to rzecz, nad którą to ja muszę popracować, a Nuka się dostosuje i obie będziemy zadowolone.
Przerobiłyśmy także przywołanie na dużą odległość, które mimo że działa to jest średnie. Te sportowe przywołanie z siadaniem przede mną oczywiście.
Podsumowanie.
Bardzo dobre doświadczenie potrenować pod okiem innego trenera. Inne spojrzenie na nas, inne rady, inne rozwiązania — dzięki temu mogę lepiej dostosować poznane metody do Nuki i do siebie również. To był dobry trening i dobrze spędzony dzień na placu.

Copyright © Wiejski Owczar , Blogger