Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

maja 07, 2026

Majówka 2026 z Kudłatymi Szkoleniami!

Majówka 2026 z Kudłatymi Szkoleniami!
Tegoroczną majówkę postanowiłam spędzić na mini obozie treningowym z Kudłatymi Szkoleniami. Z racji, że ostatnio trochę utknęłyśmy w miejscu jeśli chodzi o planowanie treningów, a co za tym idzie raczej nie progresujemy za bardzo w temacie posłuszeństwa sportowego — taki wyjazd na trzy dni wydawał mi się dobrą okazją na to, żeby się zresetować i dowiedzieć w jakim kierunku powinnyśmy aktualnie iść.
Obóz odbywał się w Olsztynku. Początkowo miałam razem z Nuką nocować na placu pod namiotem, co też byłoby dla niej nowym i myślę bardzo ciekawym doświadczeniem. Jednak okazało się, że nocne temperatury zapowiadają się strasznie niskie, więc musiałam zrezygnować z tego pomysłu. Na szczęście hodowczyni Nuki znalazła dla nas miejsce w swoim samochodzie i tak każdego ranka wspólnie jechałyśmy z naszymi psami na treningi.

Po przyjeździe na plac zabierałam Nukę z auta i przenosiłam jej klatkę kennelową do chłodniejszych miejsc (pierwszego dnia do garażu, a w kolejne dni do domu, bo temperatura na zewnątrz każdego dnia dochodziła do 26-28॰C, więc w samochodzie mogłoby być dla niej za ciężko). Buba nie jest fanką zostawania w kennelu. W samochodzie w klatce zostanie bez problemu, ale w domu rodzinnym nie ma szans jej aktualnie zamknąć bez afery. Co się okazało — owczar jednak potrafi siedzieć w zamknięciu bez krzyków nawet, gdy obok przechodzą ludzie (po garażu w ciągu całego dnia co jakiś czas kręcili się panowie, a ona się tym w ogóle nie przejmowała). Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale widzę teraz możliwość wprowadzenia na nowo kennela, ale w moim mieszkaniu (raczej już nie domu rodzinnym, ale kto wie), żeby móc ją w końcu bez stresu zostawiać samą.

Każdy dzień planowo miał się składać z wykładu oraz dwóch wejść treningowych dla każdego psa. Do wyboru było posłuszeństwo lub obrona sportowa. Z Nuką skorzystałyśmy i z jednej i z drugiej opcji.
1 maja.
Dzień pierwszy rozpoczął się od świętowania 3 urodzin Kudłatych Szkoleń. Następnie przeszliśmy do wykładu na temat psich potrzeb (jakie są, jak je zaspokoić, konsekwencje ich niezaspokojenia) oraz problemów behawioralnych u psów (skąd się biorą, jak je rozwiązywać). Nie było to dla mnie coś nowego, jednak i tak dobrze się go słuchało. W międzyczasie można było zadawać pytania, z czego uczestnicy bardzo chętnie korzystali.

Po wykładzie przeszliśmy do treningów. Byłyśmy z Nuką, którąś z kolei parą wchodzącą na plac. Było już dość gorąco, ale musiałyśmy to jakoś przetrwać. Nasz trening zawsze rozpoczyna się od komendy zapowiadającej trening, żeby dać Nuce sygnał, że "ej, teraz pracujemy, skup się" i od założenia łańcuszka, który dopełnia tę komendę. Następnie jest chwila zabawy, żeby pobudzić owczara. Po tym krótkim wstępie przeszłyśmy do właściwego treningu. Na tym wejściu Michał pokazał nam przede wszystkim jak musimy trenować zwroty o 180॰, bo to nam bardzo kiepsko wychodzi, a potrzebujemy to umieć do egzaminu. Wcześniej kompletnie nie wiedziałam, jak do tego podejść, mówiłam sobie "jakoś to ogarniemy" i zostawiałam to na później. No i to później nadeszło chyba teraz, więc mając świeżo zdobytą wiedzę, jak się za to zabrać muszę to uwzględnić w naszych majowych samodzielnych treningach. Ogólnie te zwroty, które — żeby wyszło dobrze i pies załapał o co chodzi — trzeba zrobić szybko, ale okazuje się, że nie jest to takie proste jakby mogło się wydawać. I to wcale nie jest problem z psem, bo jeśli ja dobrze do tego podejdę to wiem, że Nuka to ogarnie, ale jest to problem ze mną, moją koordynacją ruchową i ułożeniem sobie w głowie, że pewien schemat muszę wykonywać bez myślenia.

Drugie wejście wieczorem poświęciliśmy obronie sportowej. Na pierwszym treningu widziałam, że Nuka jest bardziej niż zwykle rozkojarzona placem, więc uznałam, że dobrym pomysłem będzie dać jej trochę fajnej zabawy. Bo albo to nic nie zmieni w jej skupieniu, albo kolejnego dnia będzie chętniej wchodziła na trening i lepiej pracowała, mając w głowie to, że na koniec będzie mogła obszczekać pozoranta. Ogólnie nie idziemy w tym kierunku sportowo, ale dla mnie jest to po prostu forma sprawienia psu radości, bo widzę, że bardzo lubi sobie pokrzyczeć i pogryźć poduchy. Więc raz na jakiś czas niech ma coś fajnego.
2 maja.
Dzień drugi zaczęliśmy od wykładu na temat regulaminu BH-VT. Było lekkie opóźnienie, więc kiedy część teoretyczna się zakończyła, temperatura była już na tyle wysoka, że nie było możliwości, żeby pracować z psami na placu w pełnym słońcu. Razem z ekipą pozmienialiśmy, więc plany trenerowi i namówiliśmy go na wyjazd z psami nad jezioro. W moment zapakowaliśmy się do samochodów i pojechaliśmy do lasu, na krótki spacer, który doprowadził nas nad piękne jezioro. Nuka będąc bez smyczy była momentami bardzo zdezorientowana grupą sześciu psów, ale nie wpadła w panikę. Raczej próbowała wpasować się z stado, a kiedy psy ją przytłaczały przychodziła do mnie szukać wsparcia. Zaraz jednak biegła z powrotem do nich.
Oczywiście mój pies brudas zahaczył o pierwsze napotkane bagno i sobie w nim popływał, a potem jak mogła wejść do czystej wody w jeziorze to już nie miała ochoty na kąpiel. Ostatecznie ładnie popływała, jednak unikając raczej reszty stada, która szalała w wodzie. Aż dziwnie było to widzieć, wiedząc jak ona potrafi się zachowywać w obecności pojedynczego psa. Ale myślę, że trochę dało jej do myślenia takie spotkanie z innymi psami, i poprawi nam się nieco reakcja na psy na spacerach. Do auta wracała już na smyczy, żeby się uspokoiła zanim wejdzie do kennela i żeby przypadkiem znowu nie wpakowała się do tego bagna.

W związku z tym spacerem tego dnia każdy miał tylko po jednym wejściu, co też było spoko. Z Nuką robiłyśmy posłuszeństwo: trochę chodzenia przy nodze na szarpak (dzień wcześniej zabawką była piłka) oraz zostawanie i przywołanie typowo pod BH-VT. Michał pokazał mi kolejny sposób na przyspieszenie przybiegania, które znowu nam się spowolniło. I ta metoda faktycznie zaczęła działać już po kilku powtórzeniach, więc będziemy działać z tym dalej.
3 maja.
Ostatniego dnia została zmieniona kolejność zajęć. Najpierw wszystkie psy zrobiły po jednym wejściu na plac, następnie był wykład na temat tego jak przygotować się do egzaminu BH-VT (co trzeba mieć, jak powinny wyglądać treningi przygotowawcze, ile czasu poświęcić itp.) i wieczorem kolejne wejścia.

Tym razem poszłyśmy z Nuka jako pierwsze. Michał wytłumaczył mi, jak dzielić przebieg BH-VT na poszczególne etapy i w których momentach na tych etapach nagradzać psa, żeby lepiej pracował. Nadal mam problem z podawaniem psu nagrody (czy to żarcia, czy zabawki), bo zamiast w pozycji zasadniczej dawać ją od góry, ja daję ją od przodu, przez co pies zamiast z automatu patrzeć w górę, patrzy na przód. To tylko i wyłącznie mój zły nawyk, który muszę szybko zmienić.

Wieczorem, na koniec obozu, zrobiłyśmy z Nuką obronę sportową. Przez te 3 dni otrzymałam na tyle dużo informacji dotyczących posłuszeństwa sportowego, że na ten moment muszę to sobie wszystko poukładać w głowie, rozpisać w dzienniku i zacząć wprowadzać do naszych samodzielnych treningów. Dlatego jako ostatnie wejście tego weekendu zrobiłyśmy coś z większą frajdą dla owczara.

Kiedy już większość ekipy się rozjechała Nuczka miała okazję pobiegać jeszcze przez moment po placu z pomeranianem i boston terrierem i — ku mojemu zaskoczeniu — wcale nie była względem nich nachalna i dopóki boston nie zainicjował gonitwy to ona tylko obserwowała i kręciła się w odległości. Potem jeszcze dołączył do nich duży kundelek Yuki i wtedy faktycznie rozpoczęło się szaleństwo.
Podsumowanie.
To była bardzo przyjemna majówka. Z treningów wyciągnęłam wiele wniosków i zostałam nakierowana na to na czym aktualnie powinnam się skupić, jeśli chcę podchodzić do egzaminu BH-VT pod koniec tego roku. Dziękuję za wszystko i działamy dalej!

kwietnia 05, 2026

Trening sportowy z Georgiosem Chatzakosem!

Trening sportowy z Georgiosem Chatzakosem!
28 marca 2026 r. uczestniczyłyśmy z Nuką w treningu sportowym z Georgiosem Chatzakosem zorganizowanym przez Kudłate Szkolenia. Założenia były takie: pokazać jak ćwiczymy i dostać rady, co do dalszej pracy z psem w kontekście egzaminu BH-VT.

Na treningi do Georgiosa, które odbywają się w okolicach Olsztyna jeżdżę już od prawie roku, ale zawsze jako obserwator i fotograf. Mimo że bez psa to i tak za każdym razem udawało mi się wyciągnąć coś cennego tylko z obserwacji innych przewodników z psami i wprowadzić to do naszych treningów. Jednak kiedyś musiał nadejść ten moment, że na plac wejdę nie z aparatem, a z własnym psem.
Przebiegi.
Razem z Nuką miałyśmy dwa wejścia treningowe, które poświeciłyśmy posłuszeństwu. Najpierw pokazałam Georgiosowi nasz rytuał rozpoczynający każdy trening, a potem chodzenie przy nodze. Oczywiście już na początku poradził mi albo inaczej bawić się z psem piłką (później pokazał również jak), albo całkowicie przejść na nagrodę w postaci jedzenia. Choć uważam, że moja metoda zabawy piłką nie jest najgorsza to jednak on patrząc z innej perspektywy i mając dużo większe doświadczenie najprawdopodobniej widzi więcej sygnałów wysyłanych przez Nukę i może faktycznie piłka jej nie służy. Pozostałą część treningu robiłyśmy więc na karmę.

Skupiliśmy się na chodzeniu przy nodze na kontakcie. Dostałam rady, co robić, gdy Nuka zwalnia albo zaczyna się rozglądać zamiast patrzeć w górę oraz jak poprawnie układać dłoń i samą postawę ciała tak, aby usprawnić detale. Po wdrożeniu ich w nasze samodzielne treningi faktycznie pomogło. Kolejną sprawą, która ma ulepszć nam ładne tuptanie jest mój szybszy chód. Nuka nie lubi chodzić wolno, gubi się i traci zainteresowanie, gdy idziemy wolno. Kiedy przyspieszam automatycznie chętniej patrzy w górę. Jest to rzecz, nad którą to ja muszę popracować, a Nuka się dostosuje i obie będziemy zadowolone.
Przerobiłyśmy także przywołanie na dużą odległość, które mimo że działa to jest średnie. Te sportowe przywołanie z siadaniem przede mną oczywiście.
Podsumowanie.
Bardzo dobre doświadczenie potrenować pod okiem innego trenera. Inne spojrzenie na nas, inne rady, inne rozwiązania — dzięki temu mogę lepiej dostosować poznane metody do Nuki i do siebie również. To był dobry trening i dobrze spędzony dzień na placu.

grudnia 30, 2025

Podsumowanie 2025 roku

Podsumowanie 2025 roku
Za kilka dni kończy się rok 2025, więc nadszedł czas na podsumowanie tego roku.
Styczeń.
Początek roku przywitał Nukę pierwszą cieczką, której niechciane skutki skomplikowały nam kilka następnych miesięcy. Sam czas cieczki minął spokojnie. Nuka zachowywała się normalnie, a pod bramą nie koczowało stado psów, więc mogłyśmy funkcjonować jak zwykle. Niestety po około dwóch miesiącach pojawiły się objawy ciąży urojonej, którą postanowiłam przeczekać bez leków. To był mój błąd. Może gdybym zareagowała wcześniej nic byłoby takich problemów, ale weterynarz mówił, że tak naprawdę mogłoby to nie mieć znaczenia. Nuka miała silne zapalenie gruczołów mlekowych, które leczyliśmy niemal miesiąc. Na szczęście po leczeniu wszystko wróciło do normy (oprócz chęci do jedzenia). Jednak prawdopodobieństwo wystąpienia takich powikłań po każdej kolejnej cieczce było bardzo wysokie i dla komfortu Nuki zdecydowałam się ją wykastrować już teraz. Plan był, żeby to zrobić dopiero za dwa lub trzy lata, jak się Buba ustabilizuje psychicznie i będzie w miarę zrównoważona, ale plany planami, a życie życiem. Tak więc na początku maja Nuka przeszła zabieg kastracji, który przebiegł bardzo dobrze bez żadnych komplikacji. Szybko wróciła do pełni zdrowia i nie zauważyłam do tej pory żadnych zmian w jej charakterze, więc jest dobrze.

W styczniu również często chodziłyśmy na spacery, na których Nuka biegała bez smyczy. To znaczy — od połowy stycznia, kiedy cieczka się już skończyła. Plusem zimowych spacerów jest to, że mało kto wtedy chodzi na łąki z psami, więc bez żadnych obaw mogłam dawać Nuce wolność.
Luty.
Ten miesiąc rozpoczęłyśmy wyjazdem do miasta. Szybki trzydniowy wyjazd do Olsztyna, podczas którego zaliczyłyśmy spacer po starówce i centrum oraz wpadłyśmy na szkolenie grupowe do Kudłatych Szkoleń. Kolejny miejski spacer tym razem w Mrągowie, spotkanie z nowym psim kumplem, trochę treningów posłuszeństwa na podwórku, ale było widać już, że Nuka jest trochę przygaszona, więc nie były one najlepsze.

Marzec.
Również pojechałyśmy na socjal do Mrągowa i to nawet dwukrotnie. Nuczka obchodziła również swoje pierwsze urodziny! W połowie miesiąca zabrałam ją na kilka dni do Olsztyna, gdzie oprócz typowych miejskich spacerów, pojechałyśmy na spacer socjalizacyjny oraz trening sportowy (w naszym przypadku dwa wejścia: nauka rezygnacji z psów i obrona sportowa). Powrót do domu z tego wyjazdu był trudny. Nuka nagle zachorowała. Choć jak patrzę na to z perspektywy czasu to zaczęło się już wcześniej. I tutaj zaczęło się leczenie choroby związanej z ciążą urojoną. Dalsza część miesiąca to było tylko leczenie zapalenia i czekanie aż owczar wróci do życia. Kiedy już w miarę zaczęło wszystko wracać do normy pojechałyśmy pozwiedzać Kętrzyn, a na sam koniec miesiąca wybrałyśmy się do Olsztyna na trening sportowy oraz grupowy.
Kwiecień.
Kwiecień był już normalny. Nuka wróciła do swojego typowego bycia uciążliwym owczarem, jedyne co nie wróciło do normy to miłość do jedzenia. Wróciłyśmy również do treningów posłuszeństwa na podwórku i nic nierobienia w miejscach publicznych. Wpadło też kilka spacerów z innymi psami, wypadów nad wodę i biegania luzem po łąkach. Wiedząc, że na początku maja czeka Nukę kastracja, na koniec miesiąca znowu pojechałyśmy do Olsztyna na szkolenie grupowe oraz trening obrony sportowej. Poza tym Buba pojawiła się na moich studiach i starała się być dobrym i grzecznym studentem.

Maj.
W maju Nuka przeszła zabieg kastracji. Obył się on bez komplikacji, wszystko się ładnie zagoiło. Na drugi dzień po zabiegu Nuka gotowa była już biegać, jakby nic nie miało miejsca, a cztery dni później musiałam ją zabrać na dłuższy spacer, bo była gotowa roznieść mi pokój. Po półtorej tygodnia pojechała na socjal do Pisza i poradziła sobie bardzo dobrze. 23 maja obchodziłyśmy pierwszą rocznicę przywiezienia Nuczki do domu i też wtedy już całkowicie wróciłyśmy do normalnego trybu życia, odpuszczając jeszcze na trochę spacery bez smyczy. Na koniec miesiąca wróciłyśmy do Olsztyna, a tam: socjal w galerii handlowej, trening grupowy, socjal na Kortowiadzie, trening obrony sportowej.
Czerwiec.
Rozpoczęłyśmy go wycieczką do Kętrzyna. A w drugim tygodniu byłyśmy ponownie w Olsztynie. Nuka chodziła ze mną na studia, zaliczyła szkolenie grupowe w Parku Centralnym, socjal w galerii, pierwsze szaleństwa w wodzie po kastracji. Wróciłyśmy też do spacerów bez smyczy i wyjść z innymi psami, a także zaczęłam bardziej przykładać się do nauki Nuki chodzenia przy nodze. To był czas, kiedy nasza relacja z Nuką była w dość kiepskim stanie i rzadko który trening wychodził dobrze, ale nie chciałam odpuszczać, bo mogłoby być tylko gorzej. Pod koniec czerwca zabrałam Nukę na jej pierwszy wielki wyjazd — do Warszawy. Okazało się, że cała ta socjalizacja miała sens i obyło się praktycznie bez problemów. Trzygodzinna podróż pociągiem? Na luzie. Jazda w zatłoczonych autobusach? Też spoko. Spacery w miejskim zgiełku, odnalezienie się w nowym mieszkaniu, grzeczne bycie w restauracji i escape roomie — dosłownie pies idealny. Jedynym problemem były inne psy, ale patrząc na całokształt, jak na to, że na co dzień Nuka jest wiejskim psem to potrafi się bardzo ładnie odnaleźć w mieście, nawet tak dużym jak Warszawa. A to tylko popycha mnie dalej w kierunku zwiedzania z nią kolejnych miast.
Lipiec.
Lato było pełne wyjazdów nad wodę. Nie przepuściłam żadnej okazji, bo Nuka uwielbia wodę, a ja uwielbiam patrzeć jak pływa. W lipcu Nuczka spędziła również kilka dni z psim kumplem i jak się okazuje, wcale nie było tak źle, jak się spodziewałam. Męczyłyśmy naukę omijania przedmiotów i szło nam to bardzo sprawnie. A na koniec miesiąca pojechałyśmy na trening sportowy.

Sierpień.
Zaczęłyśmy go od wyjazdu na dzień treningowy z Kudłatymi Szkoleniami. Robiłyśmy ślady, obronę sportową i posłuszeństwo równoległe z drugim psem. Męczący, upalny, ale bardzo udany dzień. Nuka zaliczyła w tym miesiącu także kilka spacerów z innymi psami, kolejne wypady nad wodę, szkolenie grupowe, dużo treningów, socjal w mieście, na festynie i w sklepie z roślinami.
Wrzesień.
Na początku miesiaca pojechałyśmy na trening grupowy, a kolejnego dnia wybrałyśmy się na dożynki na mały socjal. Pojechałyśmy również na kilka dni do Olsztyna, żeby wykorzystać ostatni miesiąc wolnego jak najlepiej. Nie miałam pewności czy, jak wrócę na studia to będę miała czas, aby zabierać Nukę do miasta. W Olsztynie oprócz klasycznego bycia miejskim pieskiem, poszłyśmy na spacer socjalizacyjny oraz trening sportowy, gdzie owczar trochę pogryzł. Poza tym było dużo spacerów na pola i nauki omijania oraz chodzenia przy nodze.

Październik.
Rozpoczęłam studia magisterskie, więc czas z Nuką skrócił się tylko do weekendów. Jednak to był czas, w którym dowiedziałam się o Kudłatym Egzaminie, więc każdy dzień razem starałam się wykorzystać, jak najlepiej. Niemal każdy weekend to były treningi, spacer na pola bez smyczy i dużo zabawy. Wybrałyśmy się również na spacer z nowym psim kumplem.
Listopad.
Ten miesiąc był taki sam. Treningi, zabawa i spacerki. W połowie miesiąca jednak udało mi się zabrać Nuke do Olsztyna. Pochodziła ze mną na studia, zaliczyła spacer socjalizacyjny z innym owczarkiem, poznała kolejnego psiego kumpla. Nuka w ramach moich studiów mogła spróbować mantrailingu, ale średnio jej się spodobał. Pojechałyśmy również do trenera na ostatni trening przed egzaminem, więc było posłuszeństwo i trochę gryzienia na koniec. Kolejnego dnia Nuczka również mogła pokazać swoje fenomenalne umiejętności w obronie sportowej grupie studentów. Przed powrotem na wieś w psim parku spotkałyśmy się z nowym psiakiem, który bardzo fajnie pokazywał Bubie sygnały ostrzegawcze i mimo, że był dużo mniejszy — Nuka starała się je respektować.
Grudzień.
Buba doczekała się w końcu własnego posłania (nie licząc kennela) i bardzo jej się ono spodobało z czego się cieszę, bo każde poprzednie było niszczone w moment. Zdałyśmy Kudłaty Egzamin nie na tyle na ile bym chciała, ale jest jak jest. Przynajmniej wiemy, co jest do poprawy i działamy dalej! Nuka spędziła ze mną kolejne półtorej tygodnia w Olsztynie, chodząc ze mną na studia, próbując noseworku, robiąc treningi posłuszeństwa i śladów pod okiem trenera. Resztę miesiąca spędziłyśmy na treningach z trzymania aportu, zabawie i spacerach.
Podsumowanie podsumowania.
Wydawało mi się, że ten rok wcale nie był tak aktywny, a jednak pisząc to podsumowanie i przeglądając galerię zdjęć w telefonie okazało się kompletnie inaczej. I mimo, że pierwsze pół roku było trudne przez chorobę i brak zgrania z Nuką to dzięki temu, że nie zaprzestałam treningów i ciągle działałam to druga połowa była bardzo udana. Byłyśmy na wielu treningach grupowych i indywidualnych, pojechałyśmy do Warszawy, często odwiedzałyśmy Olsztyn, gdzie Nuka za każdym razem uczy się czegoś nowego o byciu miejskim owczarem. Nuka nauczyła się kilku nowych komend, poznała parę nowych psich kumpli, przeszła zabieg kastracji. A ja nauczyłam się nowych rzeczy jeśli chodzi o wychowanie i szkolenie psów.

Dziękuję 2025.

grudnia 14, 2025

Kudłaty Egzamin st.1

Kudłaty Egzamin st.1
W sobotę 13 grudnia 2025 r. podeszłyśmy z Nuką do wewnętrznego egzaminu posłuszeństwa zorganizowanego przez naszego trenera Kudłate Szkolenia. W zasadzie kiedy Michał poinformował, że planuje coś takiego zorganizować, nie zastanawiałam się długo i od razu się zgłosiłam. Uznałam to za bardzo fajną formę sprawdzenia tego, co udało nam się wypracować do tej pory, a przy tym zapoznać się z tym, jak w praktyce wygląda podejście do egzaminu, co na pewno przyda nam się na przyszłość.
Zdjęcie z listopadowego treningu.
Przygotowania.
Jak wiecie albo nie — ja trenuję z Nuką praktycznie tylko w weekendy. A jednak, choć jest to wciąż regularna praca z psem, to o jeden czy dwa treningi w tygodniu za mało. Mimo to nie zniechęcałam się wcale. Czasem miałyśmy świetne weekendy pełne treningów i dobrej zabawy, a czasem zdarzało się, że gdy wracałam do domu to Nuka nie miała w ogóle chęci do ćwiczenia. A ja, gdy zabieram ją na nasz plac i widzę, że w żaden sposób nie mogę skupić jej uwagi na mnie i że dosłownie woli robić cokolwiek innego niż trenować to też nie cisnę jej na siłę. Więc kończyło się tak, że z dziesięciu weekendów przygotowań zrobiło nam się może osiem faktycznie wykorzystanych, co dało około szesnastu, w porywach do dwudziestu, treningów skupionych na zadaniach, które miały być na egzaminie. Niemal wszystkie treningi robiłyśmy same, u trenera byłyśmy tylko raz w listopadzie, bo przez studia nie było czasu, żeby nawet co dwa czy trzy tygodnie wracać z Olsztyna do domu rodzinnego po Nukę, jechać znowu do Olsztyna na trening, odwozić Nukę do domu i wracać na studia. Za dużo krążenia i pieniędzy.

Ja do tego egzaminu podchodziłam bardzo na luzie, bo też nie miałam się czym stresować. Miejsce znane, egzaminator znany, pozostałe osoby biorące udział również znane. Znam też Nukę już całkiem dobrze i wiedziałam, że część socjalna nie będzie dla niej problemem. Jeśli chodzi o posłuszeństwo — trenowałyśmy praktycznie każdy element, tj. chodzenie przy nodze na kontakcie, zostawanie, przywołanie, omijanie, trzymanie aportu. Jedyne czego nie ćwiczyłam za bardzo to odłożenie. To znaczy ćwiczyłam, ale nie w takim czasie, jaki miał być na egzaminie.

Nie ukrywam, z tych wszystkich elementów najbardziej skupiałam się na chodzeniu przy nodze. To chodzenie na kontakcie najbardziej mnie cieszy i widzę, że Nuka też lubi to robić, więc większość treningów kręciła się wokół tego. Przerobiłyśmy bardzo wiele razy chodzenie według schematu, a jeszcze więcej według jakiejś wymyślonej przeze mnie trasy z dużą ilością zwrotów i zawracania. Omijania bardzo dużo robiłyśmy latem, jeszcze przed informacją o egzaminie, a potem trochę rzadziej. Nuka ładnie potrafi omijać pachołki, ale niestety robi to przeważnie dość wolno. Trzymanie aportu fajnie jej wychodziło, łapała na komendę i puszczała również na komendę (zdarzało się, że wypluwała "bo tak", ale kolejna próba zazwyczaj była już dobrze wykonana). Sportowe przywołanie zepsułam wioną/latem, przez to, że na spacerach, na których Nuka biegała luzem, odwoływałam ją do siebie tą samą komendą, ale nie zwracałam wtedy uwagi na to, że ma usiąść centralnie przede mną, więc ona po prostu do mnie przybiegała, siadała lub stawała sobie gdzieś obok i też dostawała za to nagrodę. To spowodowało, że na "do mnie" przybiegała do mnie bardzo fajnie, ale siadała mocno z mojej lewej strony i nie tak blisko, jak bym chciała. Dzięki radom Michała, dwa tygodnie przed egzaminem, udało nam się to trochę poprawić. Zostawanie jak zostawanie, z tym też Nuka nie miała nigdy za bardzo problemu.
Przebieg.
Do egzaminu podchodziło sześć psów. Połowa części socjalnej odbywała się w mieście. Mijanie się z innymi psami, chodzenie przy ruchliwej ulicy, wśród ludzi itd. Druga część miała już miejsce na placu szkoleniowym i tam była sprawdzana reakcja na strzał. Nuka nie chodziła na luźnej smyczy, trzeba to przyznać, ale ja też nie wydawałam jej tam za wiele komend, żeby nie spaliła się na faktycznym posłuszeństwie. Była całkiem grzeczna — to się liczy najbardziej.

Na posłuszeństwo wchodziłyśmy pierwsze. Nuczka na plac weszła nakręcona i bardzo ładnie we mnie wpatrzona. Zgłosiłyśmy egzaminatorowi gotowość i rozpoczęłyśmy przebieg. Pierwszym zadaniem było chodzenie przy nodze na smyczy po wyznaczonym schemacie. Tu — duma! Naprawdę. Ja osobiście jestem dumna z naszego chodzenia przy nodze i Nuka tu dobrze pokazała, że umie to robić. Następnie rozpoczął się etap bez smyczy. Zostawanie i przywołanie poszło dobrze. Nuczka przybiegła na komendę, prawie idealnie usiadła przede mną, ale zaczął się problem z dostawianiem się do lewej nogi. Już w tym momencie prawdopodobnie oświeciło ją, że nie dostanie nagrody. Nie ma piłki, nie ma żarcia, nie ma dużej słownej pochwały, a zadania robić trzeba, więc zaczęła powoli robić na odwal. Musiałam jej bardziej pomóc gestem i dostawiła się. Przejście do omijania pachołka, podwójna komenda, ominęła, dobrze przyszła na "do mnie" i znowu problem z dostawieniem się. Przejście przy nodze po aport było tragiczne, a sam aport mnie rozwalił. Pies, który naprawdę fajnie trzymał aport jeszcze trzy dni wcześniej tego dnia uznał, że nie wie o co mi chodzi. Ostatecznie podjęła próbę trzymania aportu i zrobiła to pięknie, ale za późno. Ostatnim zadaniem było odłożenie i wyszło tak jak miało, czyli bez problemów.
Podsumowanie.
O dziwo nie zjadł mnie stres. Weszłam tak jak na trening, bo tak się nastawiałam cały czas. Że jadę na trening. Zajęłyśmy trzecie miejsce i gdyby szybciej podjęła próbę trzymania aportu była by ogromna szansa na pierwsze miejsce, ale cóż — jest jak jest. Nie ubolewam jakoś bardzo nad tym. W zasadzie jestem dumna z Nuczki, że mimo braku większych, zwyczajowych, nagród między ćwiczeniami zrobiła dużo. Jechałam dla sprawdzenia siebie i Nuki oraz dobrej zabawy, a nie dla zwycięstwa. I to udało mi się zrobić. Wiemy, co wychodzi dobrze, a co trzeba poprawić. Teraz trzeba wziąć pod uwagę wszystkie rady i uwagi od trenera i pracować dalej, żeby było jeszcze lepiej. I przygotowywać się do kolejnych egzaminów :)

września 19, 2025

Lato 2025

Lato 2025
Myślę, że dobrym postem na rozpisanie się i rozpoczęcie bloga będzie podsumowanie tegorocznego lata. Opowiedzenie, co robiłyśmy, gdzie byłyśmy i co się w ogóle u nas działo przez ten czas.
Dla mnie lato rozpoczęło się już w czerwcu. Z racji, że byłam na ostatnim roku studiów to ten miesiąc był dla mnie pod względem nauki bardzo luźny i więcej czasu spędzałam w domu rodzinnym niż w mieście, gdzie się uczę. A to sprawiło, że więcej czasu mogłam poświęcić Nuce.

Konkretnych, spisanych planów do zrealizowania w tym czasie nie miałam. Najważniejsze dla mnie było pojechać na parę szkoleń grupowych, bo uważam, że to jest to czego nie zrobię sama, a jest bardzo potrzebne dla Nuki. Poza tym chciałam na tyle często na ile się da jeździć z Nuką nad jeziora i choć raz pojechać z nią na kilka dni do miasta, żeby miała odskocznie od wiejskiego życia. I to tyle z zaplanowanych, ale niezapisanych rzeczy do realizacji. A czy udało nam się to zrealizować? Zachęcam do czytania dalszej części wpisu!
Socjalizacja, czyli wyjazdy na miasto i wiejskie imprezy.
Nuka jest psem podróżnikiem. Od samego początku, kiedy przywiozłam ją do domu chodzimy i jeździmy w przeróżnie miejsca po to, aby jak najlepiej oswoiła się z różnymi sytuacjami i hałasami. Dlatego też w to lato nie mogłam przepuścić okazji na wyjazd do Mrągowa czy też Kętrzyna, gdzie spacerowałyśmy po promenadach i zatłoczonych ulicach. W wakacje na Mazurach zawsze jest tłoczno, zwłaszcza w większych miejscowościach, więc na takich spacerach Nuka nie miała łatwo. Jednak widzę, że praca nad tym od szczeniaka dała nam bardzo fajne efekty i bez problemu mogę zabierać ją w takie miejsca, a ona zachowuje się normalnie i dodatkowo potrafi się na mnie skupić jeśli tego od niej wymagam. Nie jest to stuprocentowe skupienie, ale jest w porządku.

Gdy przychodzimy na wiejskie festyny i inne tego typu wydarzenia to ludzie, zwłaszcza osoby starsze, często patrzą na nas z oburzeniem. Takie niestety jest postrzeganie owczarków, że to wielkie straszne psy i nie powinny przebywać w takich miejscach. Jednak ja się tym nie zrażam. Dla Nuki jest to fajny socjal, bo oprócz chodzenia przy nodze w tłumie przerabiamy też spokojnie siedzenie/leżenie przy mnie, kiedy w tle leci głośna muzyka, na scenie dzieją się jakieś występy czy wkoło biegają dzieci. W tym roku byłyśmy na Święcie Chleba i dożynkach w naszej miejscowości i Nuczka zachowywała się tam perfekcyjnie. Aż sama byłam zaskoczona, że potrafi być tak grzeczna i wyluzowana.
Treningi grupowe, sportowe i spacer socjalizacyjny.
Tego lata udało nam się pojechać na trzy treningi grupowe, z czego dwa odbywały się na placu szkoleniowym, a jeden był wyjątkowy, bo miał miejsce w Parku Centralnym w Olsztynie. Park trochę pokonał Nukę ilością bodźców (duża grupa treningowa, pełno ludzi chodzących po parku z psami, obok nas odbywał się również jakieś ćwiczenia sportowe w terenie z muzyką) i momentami naprawdę trudno było jej się skupić na mnie i na tym co robimy tu i teraz, ale ostatecznie nie było jakiejś tragedii i dała sobie radę bez wyskoków na inne psy. Na treningach na placu Nuka jest świetna. Wcześniej bywało niełatwo, ale trochę zmieniłam swoje podejście do pracy z nią i postawiłam na więcej konsekwencji i widzę, że to pomogło.

Musicie wiedzieć, że Nuka jest strasznie uparta i w ogóle nie jest karna (przeciwieństwo jej matki), więc dopóki ja nie stałam się tak uparta jak ona, albo i bardziej, to testowała mnie mocno. Psy są mądre, a w tym wieku w jakim jest Bubek aktualnie dodatkowo wchodzi mocne kombinatorstwo i próby stawiania na swoim. I nadal to robi. Nadal próbuje, ale teraz już widzę jak walczy sama ze sobą co zrobić, żeby ostatecznie posłuchać mnie, bo wie, że lepiej w tę stronę i że na pewno jej się opłaci. Jednak wciąż czasem instynkt i pierwotne zachowania wygrywają dlatego nadal pracuję nad tym.

Wracając... Treningi grupowe w ogólnym podsumowaniu były świetnie i progres w zachowaniu Nuki w otoczeniu innych, obcych psów jest widoczny. Jeśli chodzi o treningi sportowe to, jeśli dobrze pamiętam, pojechałyśmy na cztery w tym jeden z nich to tak naprawdę był cały dzień treningowy prowadzony przez naszego trenera.

Na szkoleniach sportowych na jednym z wejść Nuka trenuje albo elementy posłuszeństwa sportowego (męczymy się z ładnym chodzeniem przy nodze na kontakcie), albo mijanki z innymi psami. Na drugim wejściu przeważnie robimy podstawy obrony sportowej. Bubek lubi poszczekać na pozoranta i pogryźć także nawet jeśli mistrzem świata w tym nie będzie to chociaż ma dużo zabawy. Na dniu treningowym dodatkowo Nuka robiła jeszcze ślady (czyli zrobiliśmy pełny pakiet IGP), co wychodzi jej świetnie. Potem udało nam się zrobić jeszcze raz tropienie pod okiem trenera i tym razem zamiast deptać kwadrat, zrobiłam faktyczny prosty ślad na kilka metrów i powiem wam, że owczar mnie zaskoczył! Naprawdę dobrze sobie w tym radzi i powinnam choć raz w tygodniu robić jej trening ze śladów, ale jakoś nigdy nie mogę się zebrać...

Spacer socjalizacyjny zrobiłyśmy jeden. Dwa — jeśli wliczamy ten z końcówki maja choć to jeszcze nie było lato. Ale tamten spacer był tragiczny. Całe 1,5 godziny Nuka nie potrafiła ogarnąć emocji nieważne jak bardzo starałam się ją opanować. Dało to mi trochę do myślenia. Na ostatnim spacerze, ilość psów była taka sama jak na tym majowym, a Nuka? Nuka była cudowna! Nie idealna, ale naprawdę, to co było wtedy a teraz to jakbym miała dwa inne psy. Na początku emocje były większe i koniecznie chciała podejść do każdego, ale w miarę szybko się uspokoiła. Spacer w grupie psów, kawałek za innymi psami (z tym był największy problem), przed psami praktycznie cały czas na luźnej smyczy. A gdy próbowała ciągnąć wystarczyło słowo albo lekka korekta i w moment wracała do normy. Na tym majowym spacerze byłoby to nie do pomyślenia. Fajnie jest widzieć ten progres.
Miejski owczar.
Nawet taki wiejski burek, jak Nuka musi czasem pojechać do miasta i poznać co to jest życie w bloku. Tego lata raz zabrałam ją do mojego mieszkania w czerwcu i drugi raz teraz, we wrześniu. W czerwcu odwiedziła też ze mną uczelnie i była pilnym psim studentem, który sobie spał przez większość wykładów (dumna z Bubka!!).

Nuka bardzo dobrze odnajduje się w mieście i mieszkaniu. Nawet kiedy pierwszy raz pojechała tam ze mną jako 4 miesięczny szczenior nie było dla niej trudno się przestawić z życia na wsi na życie w mieście. W mieszkaniu jest grzeczna, lubi robić za osiedlowy monitoring na balkonie, ale większość czasu i tak przesypia. W czasie obu tych pobytów w główniej mierze dużo spacerowałyśmy po osiedlach i parkach, wplatając w to naukę mijania psów. Odwiedziłyśmy też galerię handlową w ramach socjalu, w której Nuczka zachowywała się bardzo grzecznie. Było dużo przejazdów komunikacją miejską, spotkań ze znajomymi i nawet zdarzyły się kąpiele w jeziorze.
Warszawa.
Kontynuując temat miejskiego owczara trzeba powiedzieć o naszej wycieczce do Warszawy. Nadarzyła się okazja, żeby pojechać na kilka dni do stolicy, więc nie mogłam z tej okazji nie skorzystać. Niemal 3,5 godzinna podróż pociągami nie zrobiła na Nuce większego wrażenia. Większość czasu spała sobie pod siedzeniami. Raz chciała zrobić awanturę, bo zobaczyła za nami małego psa, ale szybko się ogarnęła i wróciła spać. Samo wielkie miasto, tłumy na peronach i stacji metra nie były dla niej przytłaczające. Z ciekawością i w miarę luzem dreptała po ulicach Warszawy, chętnie wsiadała do komunikacji miejskiej, a hałaśliwe metro i tłok w nim zniosła bardzo dobrze. Gdyby nie nadmierna reakcja na psy w tamtym czasie to mogłabym powiedzieć, że była świetna na tym wyjeździe. Jednak wyrywanie się do nich momentami wytrącało mnie z równowagi i było problematyczne. Ale to właśnie dało mi do myślenia i dzięki tym sytuacjom intensywnie pracujemy nad eliminacją tych zachowań.

W stolicy Nuka odwiedziła z nami centrum miasta, kawiarnię, azjatycką restaurację, galerię handlową, schodki, escape room i nie tylko. Tym razem nie udało nam się spotkać ze znajomymi z psiego instagrama, ale na pewno przy kolejnej podróży w tamte okolice uda nam się znaleźć trochę czasu na wspólny spacer z psami. Z ciekawostek udało nam się zabrać Bubka do środka escape roomu, gdzie my rozwiązywaliśmy zagadki, a ona leżała sobie na środku pokoju wymęczona wcześniejszymi podróżami. Naprawdę obsługa tego lokalu była bardzo miła i jestem wdzięczna, że bez problemu pozwoliła nam wejść z dużym psem do nich.

Droga powrotna do domu również minęła bez problemu. Nuka spała sobie pod fotelami przez całą podróż.
Treningi.
Oprócz treningów pod okiem trenera ćwiczymy też oczywiście samodzielnie. Wróciłyśmy do nauki omijania pachołków i Nuczka fajnie to ogarnia, jednak brakuje jej nadal tej oczekiwanej przeze mnie prędkości, więc działamy dalej nad tym. Poza tym skupiałyśmy się na chodzeniu przy nodze na kontakcie jak i na takim miejskim chodzeniu przy nodze. Rozpoczęłyśmy też naukę trzymania przedmiotów, aby na jesień zacząć trenować już z prawdziwym koziołkiem. Od września Bubek uczy się zostawania w kojcu, jednak bardzo trudno jej to idzie. Rasowy z niej wymuszacz i siłą muszę siebie i innych domowników powstrzymywać przed pójściem do niej gdy szczeka, żeby sprawdzić, czy nic się jej nie stało.
Inne fajne rzeczy.
Poza tym faktycznie wiele razy wybrałyśmy się nad jeziora. Bardzo chciałam, aby Nuka lubiła wodę i pływanie i udało się. Jakikolwiek zbiornik wodny by nie stanął nam na drodze, Buba jest gotowa tam wejść. Na szczęście włażenie w każdą możliwą kałużę udało nam się wyeliminować bo bywało to uciążliwe.

Wielokrotnie byłyśmy na równoległych i mniej równoległych spacerach z innymi psami. Nuka uczy się grzecznie chodzić obok innych psów nie zaczepiając ich co chwila, nawet jeśli bardzo tego chce, bo nie wszystkie psy, z którymi się spotykamy lubią to. Oprócz tego miałyśmy okazję gościć u nas owczarka australijskiego przez kilka dni, więc wtedy Nuka miała ogrom zabawy.
Tak oto minęło nam lato 2025. Wiadomo, pewnie coś by się jeszcze znalazło, ale z takich głównych wydarzeń to wszystko. Zaplanowane, ale niezapisane plany na ten czas udało nam się zrealizować i jestem z tego zadowolona. Teraz trzeba myśleć nad planami i celami na jesień i zimę, ale te już gdzieś zanotuję, bo do tych zapisanych jakoś lepiej się dąży i chętniej się je realizuje :)

Dajcie znać jak wam minęło tegoroczne lato!
Copyright © Wiejski Owczar , Blogger