maja 07, 2026

Majówka 2026 z Kudłatymi Szkoleniami!

Tegoroczną majówkę postanowiłam spędzić na mini obozie treningowym z Kudłatymi Szkoleniami. Z racji, że ostatnio trochę utknęłyśmy w miejscu jeśli chodzi o planowanie treningów, a co za tym idzie raczej nie progresujemy za bardzo w temacie posłuszeństwa sportowego — taki wyjazd na trzy dni wydawał mi się dobrą okazją na to, żeby się zresetować i dowiedzieć w jakim kierunku powinnyśmy aktualnie iść.
Obóz odbywał się w Olsztynku. Początkowo miałam razem z Nuką nocować na placu pod namiotem, co też byłoby dla niej nowym i myślę bardzo ciekawym doświadczeniem. Jednak okazało się, że nocne temperatury zapowiadają się strasznie niskie, więc musiałam zrezygnować z tego pomysłu. Na szczęście hodowczyni Nuki znalazła dla nas miejsce w swoim samochodzie i tak każdego ranka wspólnie jechałyśmy z naszymi psami na treningi.

Po przyjeździe na plac zabierałam Nukę z auta i przenosiłam jej klatkę kennelową do chłodniejszych miejsc (pierwszego dnia do garażu, a w kolejne dni do domu, bo temperatura na zewnątrz każdego dnia dochodziła do 26-28॰C, więc w samochodzie mogłoby być dla niej za ciężko). Buba nie jest fanką zostawania w kennelu. W samochodzie w klatce zostanie bez problemu, ale w domu rodzinnym nie ma szans jej aktualnie zamknąć bez afery. Co się okazało — owczar jednak potrafi siedzieć w zamknięciu bez krzyków nawet, gdy obok przechodzą ludzie (po garażu w ciągu całego dnia co jakiś czas kręcili się panowie, a ona się tym w ogóle nie przejmowała). Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale widzę teraz możliwość wprowadzenia na nowo kennela, ale w moim mieszkaniu (raczej już nie domu rodzinnym, ale kto wie), żeby móc ją w końcu bez stresu zostawiać samą.

Każdy dzień planowo miał się składać z wykładu oraz dwóch wejść treningowych dla każdego psa. Do wyboru było posłuszeństwo lub obrona sportowa. Z Nuką skorzystałyśmy i z jednej i z drugiej opcji.
1 maja.
Dzień pierwszy rozpoczął się od świętowania 3 urodzin Kudłatych Szkoleń. Następnie przeszliśmy do wykładu na temat psich potrzeb (jakie są, jak je zaspokoić, konsekwencje ich niezaspokojenia) oraz problemów behawioralnych u psów (skąd się biorą, jak je rozwiązywać). Nie było to dla mnie coś nowego, jednak i tak dobrze się go słuchało. W międzyczasie można było zadawać pytania, z czego uczestnicy bardzo chętnie korzystali.

Po wykładzie przeszliśmy do treningów. Byłyśmy z Nuką, którąś z kolei parą wchodzącą na plac. Było już dość gorąco, ale musiałyśmy to jakoś przetrwać. Nasz trening zawsze rozpoczyna się od komendy zapowiadającej trening, żeby dać Nuce sygnał, że "ej, teraz pracujemy, skup się" i od założenia łańcuszka, który dopełnia tę komendę. Następnie jest chwila zabawy, żeby pobudzić owczara. Po tym krótkim wstępie przeszłyśmy do właściwego treningu. Na tym wejściu Michał pokazał nam przede wszystkim jak musimy trenować zwroty o 180॰, bo to nam bardzo kiepsko wychodzi, a potrzebujemy to umieć do egzaminu. Wcześniej kompletnie nie wiedziałam, jak do tego podejść, mówiłam sobie "jakoś to ogarniemy" i zostawiałam to na później. No i to później nadeszło chyba teraz, więc mając świeżo zdobytą wiedzę, jak się za to zabrać muszę to uwzględnić w naszych majowych samodzielnych treningach. Ogólnie te zwroty, które — żeby wyszło dobrze i pies załapał o co chodzi — trzeba zrobić szybko, ale okazuje się, że nie jest to takie proste jakby mogło się wydawać. I to wcale nie jest problem z psem, bo jeśli ja dobrze do tego podejdę to wiem, że Nuka to ogarnie, ale jest to problem ze mną, moją koordynacją ruchową i ułożeniem sobie w głowie, że pewien schemat muszę wykonywać bez myślenia.

Drugie wejście wieczorem poświęciliśmy obronie sportowej. Na pierwszym treningu widziałam, że Nuka jest bardziej niż zwykle rozkojarzona placem, więc uznałam, że dobrym pomysłem będzie dać jej trochę fajnej zabawy. Bo albo to nic nie zmieni w jej skupieniu, albo kolejnego dnia będzie chętniej wchodziła na trening i lepiej pracowała, mając w głowie to, że na koniec będzie mogła obszczekać pozoranta. Ogólnie nie idziemy w tym kierunku sportowo, ale dla mnie jest to po prostu forma sprawienia psu radości, bo widzę, że bardzo lubi sobie pokrzyczeć i pogryźć poduchy. Więc raz na jakiś czas niech ma coś fajnego.
2 maja.
Dzień drugi zaczęliśmy od wykładu na temat regulaminu BH-VT. Było lekkie opóźnienie, więc kiedy część teoretyczna się zakończyła, temperatura była już na tyle wysoka, że nie było możliwości, żeby pracować z psami na placu w pełnym słońcu. Razem z ekipą pozmienialiśmy, więc plany trenerowi i namówiliśmy go na wyjazd z psami nad jezioro. W moment zapakowaliśmy się do samochodów i pojechaliśmy do lasu, na krótki spacer, który doprowadził nas nad piękne jezioro. Nuka będąc bez smyczy była momentami bardzo zdezorientowana grupą sześciu psów, ale nie wpadła w panikę. Raczej próbowała wpasować się z stado, a kiedy psy ją przytłaczały przychodziła do mnie szukać wsparcia. Zaraz jednak biegła z powrotem do nich.
Oczywiście mój pies brudas zahaczył o pierwsze napotkane bagno i sobie w nim popływał, a potem jak mogła wejść do czystej wody w jeziorze to już nie miała ochoty na kąpiel. Ostatecznie ładnie popływała, jednak unikając raczej reszty stada, która szalała w wodzie. Aż dziwnie było to widzieć, wiedząc jak ona potrafi się zachowywać w obecności pojedynczego psa. Ale myślę, że trochę dało jej do myślenia takie spotkanie z innymi psami, i poprawi nam się nieco reakcja na psy na spacerach. Do auta wracała już na smyczy, żeby się uspokoiła zanim wejdzie do kennela i żeby przypadkiem znowu nie wpakowała się do tego bagna.

W związku z tym spacerem tego dnia każdy miał tylko po jednym wejściu, co też było spoko. Z Nuką robiłyśmy posłuszeństwo: trochę chodzenia przy nodze na szarpak (dzień wcześniej zabawką była piłka) oraz zostawanie i przywołanie typowo pod BH-VT. Michał pokazał mi kolejny sposób na przyspieszenie przybiegania, które znowu nam się spowolniło. I ta metoda faktycznie zaczęła działać już po kilku powtórzeniach, więc będziemy działać z tym dalej.
3 maja.
Ostatniego dnia została zmieniona kolejność zajęć. Najpierw wszystkie psy zrobiły po jednym wejściu na plac, następnie był wykład na temat tego jak przygotować się do egzaminu BH-VT (co trzeba mieć, jak powinny wyglądać treningi przygotowawcze, ile czasu poświęcić itp.) i wieczorem kolejne wejścia.

Tym razem poszłyśmy z Nuka jako pierwsze. Michał wytłumaczył mi, jak dzielić przebieg BH-VT na poszczególne etapy i w których momentach na tych etapach nagradzać psa, żeby lepiej pracował. Nadal mam problem z podawaniem psu nagrody (czy to żarcia, czy zabawki), bo zamiast w pozycji zasadniczej dawać ją od góry, ja daję ją od przodu, przez co pies zamiast z automatu patrzeć w górę, patrzy na przód. To tylko i wyłącznie mój zły nawyk, który muszę szybko zmienić.

Wieczorem, na koniec obozu, zrobiłyśmy z Nuką obronę sportową. Przez te 3 dni otrzymałam na tyle dużo informacji dotyczących posłuszeństwa sportowego, że na ten moment muszę to sobie wszystko poukładać w głowie, rozpisać w dzienniku i zacząć wprowadzać do naszych samodzielnych treningów. Dlatego jako ostatnie wejście tego weekendu zrobiłyśmy coś z większą frajdą dla owczara.

Kiedy już większość ekipy się rozjechała Nuczka miała okazję pobiegać jeszcze przez moment po placu z pomeranianem i boston terrierem i — ku mojemu zaskoczeniu — wcale nie była względem nich nachalna i dopóki boston nie zainicjował gonitwy to ona tylko obserwowała i kręciła się w odległości. Potem jeszcze dołączył do nich duży kundelek Yuki i wtedy faktycznie rozpoczęło się szaleństwo.
Podsumowanie.
To była bardzo przyjemna majówka. Z treningów wyciągnęłam wiele wniosków i zostałam nakierowana na to na czym aktualnie powinnam się skupić, jeśli chcę podchodzić do egzaminu BH-VT pod koniec tego roku. Dziękuję za wszystko i działamy dalej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie posta! Jeśli tekst Ci się spodobał, masz do niego jakieś uwagi lub po prostu chciałbyś o coś zapytać — skomentuj!

Copyright © Wiejski Owczar , Blogger